Ciekawe? Czytaj dalej na BlogFrog.pl Zobacz inne blogi w BlogFrog.pl ![]() |
Blog > Komentarze do wpisu
Kilka słów o niczym
Wyobraźcie sobie film, nowy przepiękny, wiele wybuchów, wspaniałych efektów, komputerowa obróbka, wszystko na swoim miejscu. Macie wrażenie, że takie pościgi tych właśnie bohaterów, dokładnie te same sceny gdzieś już widzieliście? Wrażenie wtórności? To wszystko nie ma najmniejszego znaczenia bowiem nasycacie swoje oczy kolejnym dobrym pokazem umiejętności ludzi od efektów specjalnych, pościg, strzelanina, mordobicia, wtórność i kicz. Fabuła w tym filmie jest nieistotna, wiesz dlaczego drogi czytelniku? Ponieważ sam ją stanowisz. Jak to? To nowy wymiar! Taki film staje się nieograniczony, sam zdecydujesz co zrobi główny bohater, gdzie pójdzie, co zobaczy, kogo pokocha, będzie dobry czy zły. Film w którym grasz główną rolą. Czy nie jest to czasem priorytetowy cel, marzenie każdego programisty, wynalezieniem perpetuum mobile? Czy Ty też masz nadzieję, że tak właśnie rysuję się przyszłość dla wszystkich graczy?Gier z wodotryskami jest coraz więcej. Mnożą się kasowe produkty, wspaniałe możliwości graficzne, dźwiękowe, coraz to nowsze technologie branży gier video rosną jak grzyby po deszczu. Tak, to prawda dzisiejsze gry wyglądają wspaniale. Tylko co z tego, jak nie ma w co grać. Owszem, że z pewnej perspektywy wejdziemy tutaj na drogę rozmów o gustach. Tylko dlaczego ambitnej, podkreślam - ambitnej, rozrywki jest jak na lekarstwo? Dlaczego z takim utęsknieniem przypominam sobie czasy Amigi, pierwszej cywilizacji czy UFO, Cannon Fodder, Populusa, Syndycate i wielu innych. Co miały tamte gry czego nie mają dzisiejsze? Wydaję mi się, że chodzi o prostotę, duszę, ambitne podejście do tematu, świeżość, polot i finezję. Dzisiaj po raz setny ratujemy świat przed kosmitami, podwodnymi cywilizacjami i kolejną hordą zombich - kolejne sztuczne, nie przekazujące dosłownie niczego projekty. Dziewięćdziesiąt dziewięć tytułów na sto należy omijać szerokim łukiem. Dokładając tutaj zabawę ze sterownikami, zgodnością, niepełnością fabularną, czas wgrywania się kolejnych poziomów czy problemy z aktualizacją nowych poprawek do najukochańszego z systemów na komputery osobiste, mamy w tym równaniu niesatysfakcjonujący wynik - dobry tytuł mamy raz na kilka lat, nie mówiąc o genialnych. Nie chce się tutaj wgłębiać w różnorodność rynku komputerowego. Jest on przecież bardzo złożony i dla zwykłego zjadacza chleba, jakim jestem, niemal niemożliwy do ogarnięcia. Nie o tym przecież chce pisać czy debatować. Pytam się jednak dlaczego jedna gra działa tak diametralnie różnie pod takimi czy owymi podzespołami, albo dlaczego przeciętny komputer osobisty “traci ważność” po roku? Przecież to specjalne uruchamianie destrukcyjnej maszyny. Dlaczego tak jest, że kupując tak niedawno komputer grasz w Call of Duty 4 z wątpliwą przyjemnością? Co na to wszystko świat konsol? Wydawałoby się, że taki użytkownik posiada nieskończenie szyderczy uśmiech na samo wspomnienie o nieszczęśnikach skazanych na wytwory w świecie Billa Gatesa - wkłada płytę i gra. Bez ładowania, karkołomnych rejestracji, grzebania w opcjach, czekania, nerwów - płacą i mają gwarancję usług. W ogólnym rozrachunku i tak wygrywają, przecież nie muszą nic modernizować przez najbliższe kilka lat. Przeszkodą może być cena gier oraz dostępność pewnych tytułów, ale przecież i to można zmienić, gdyby tylko dystrybutorzy chcieli. Gdzie tutaj logika, gdzie w tym całym PCtowym graniu logika? Jak na to półświatek sportów elektronicznych? No nijak przecież nikt nie gra na myszce i klawiaturze podłączonej pod xboxa czy innego PS’a. Może to byłby złoty środek? Turnieje online byłby uczciwe bo każdy miałby takie same efekty audio-wizualne i jednakową ilość klatek na monitorze - nikt nie byłby lepszy ze względu na różnice w sprzęcie. Zero mieszania w konfiguracji platformy, dostępu do kodu gry, tym samym stopując powstawianiu nielegalnego oprogramowania. Nie ma stresu. Nie chcę tutaj zrzucać mojego tekstu na infantylną rozmowę o tym co jest “lepsze”. Pytam tylko czy wszystkim nie byłoby tak wygodniej? Czy nie wszyscy byliby szczęśliwi? Komputery osobiste zmieniłby się w maszynki do pracy i przeglądania internetu, oglądania filmów etc, a konsole w maszynki do grania. Widzą to tylko Ci, którzy zaznali przyjemności użytkowania konsol. Prawdziwa magia, wkładasz płytę i grasz, maksymalne detale, genialna grafika, chwytasz pada i odpływasz w odmętach swojej wyobraźni. Należałoby przenieść tylko platformy esportowe, które mimo wszystko są stare. Przecież Starcraft, Warcraft, Counter-Strike powstały jeszcze w tamtym wieku. Myślę, że tekst ten ma taki sam cel jak oburzanie się na stan naszego kraju, obrzucaniem błotem damskich torebek czy partię rządzącą ponieważ daleko idące zmiany i tak nie odniosłyby w efekcie skutku. Bowiem ani twórcy gier ani producenci podzespołów nie zwracają uwagi na nas: drobnych konsumentów. Martwią się tylko czym zapełnią swoje portfele, wytwory nie mają mieć odpowiedniej jakości mają przynosić odpowiednie zyski. Nawet gdyby mój misterny plan powiódł się, a jestem przekonany, że naprawdę żyłoby się wygodniej, prędzej czy później ktoś chciałby na tym zarobić. Maszynki do grania pojawiałby się nie co 5 lat, a co roku, a ceny maszynek do pracy urosłyby do niebotycznych rozmiarów. Nie twierdze, broń boże, że zarobek jest czymś złym, ale wypadałoby to robić na pewnym poziomie i z godnością. Pesymistyczna wersja wyimaginowanej przyszłości co? Chyba po prostu musimy się przyzwyczaić do tego, że konsument jest najmniej istotny. Przyzwyczaić się do tego, że dalej będziemy raczeni półproduktami, niegotowymi tytułami, infantylnymi półśrodkami, mało ambitną rozrywką dla mas i w dodatku coraz krótszymi. Jeśli, drogi czytelniku, dotarłeś do końca tego tekstu, oznacza, że tak jak ja pogodziłeś się z tym, że do końca świta będziemy grać w starocie i nic tego nie zmieni. Wszystkie turnieje świata będą robione na tych platformach i dalej będziemy się świetnie bawić. Ciekawe czy twórcy spodziewali się, że człowiek opanuje te gry niemalże do perfekcji. Oto jak niemożliwe stało się możliwe. Wiadomo jednak, że gówniane gry i tak ktoś kupi i nowy “wypasiony” sprzęt też znajdzie nabywce. Tylko ja chcę czegoś nowego, grywanego, czegoś co zmieni mój pogląd, że ta branża może być dla młodych i starych, dla kreatywnych i chcących czegoś pięknego ludzi. Ja chce i już! piątek, 07 marca 2008, pan_joeblack
TrackBack
|