Ciekawe? Czytaj dalej na BlogFrog.pl Zobacz inne blogi w BlogFrog.pl ![]() |
Blog > Komentarze do wpisu
Wehikuł czasu to byłby cud...
![]()
Pierwotnie planowałem, napisać kilka słów o polskich turniejach z perspektywy sędziego. Jednak kiedy zagłębiłem się we własne wspomnienia, nie mogłem ruszyć z miejsca. Jak to możliwe, że po tylu latach jestem oczarowany jedną imprezą, jedną jedyną imprezą. O każdej mógłbym napisać bardzo wiele, być może nawet nie dostrzec ich błędów, ale mimo wszystko, ten jeden turniej utkwił mi tak wyraźnie. Czy było to tak dawno, że po prostu fakty zostały zatarte? Doskonale przypominam sobie jak były źle ustawione światła, że na jednym telebimie nie było widać gier, a muzyka grało bardzo głośno, reklamy tytułowej firmy tak bardzo rzucały się w oczy, że aż przeszkadzały. Nie ważne jakie byśmy opisali tutaj błędy to i tak nie będą miały one najmniejszego znaczenia, w zestawieniu z emocjami. Pomijam pokaz laserów, zjazdy na linach, darmowe koszulki ze zdjęciem itd. Bo ja przecież nie o tym.Pamiętam jak zmarzłem, mimo że akcja działa się w ciepły wrzesień - nasze kochane koleje. Byłem zmęczony po dziewięciogodzinnej podróży, zły, głodny, w dodatku mówimy o nieludzkiej porze, bo chwilę wcześniej świtało. Od swojego informatora wiedziałem, że Warszawa zachodnia jest na końcu świata i mój głód nie zostanie tutaj “pokonany”, zwłaszcza po drodze do Hali Expo. Byłem świadomy swojego dyskomfortu, jednak został on zapchany na dalszy plan przez podniecenie, jakie wędrowało za mną od kilku dni - World Cyber Games Polska 2004. Tak do końca nie wiedziałem na co się piszę, bo gdy ujrzałem hale było jeszcze kilka godzin do jej otwarcia, ale pojedyncze osoby już stały. Grałem wtedy równy miesiąc za pośrednictwem internetu, ot taki mały kozak. Okazało się, że przybysze są znad morza inni z Krakowa, z całej Polski. Wyrastałem na graniu w kafejkach internetowych, więc myślałem, że ujrzę coś na podobną skalę. Kilku grających chłopaków oraz młodych ludzi zainteresowanych tym aby któregoś dnia zamienić się z nimi miejscami. Było to w 2004 roku, o eSporcie wiedziałem tyle co nic, ot wiedziałem z grubsza jak grać Starcrafta i Warcrafta. To czego byłem świadkiem zmieniło cały mój światopogląd.
Perspektywa kilkugodzinnego czekania do otwarcia bram, zmusiła mnie do podróży w poszukiwaniu prowiantu. Kiedy wróciłem po spożytym posiłku moim oczom ukazał się tłum ludzi, po prostu rzeka, chodząc po okolicy mijaliśmy przeróżnych ludzi, wszyscy byli bardzo podekscytowani. Miało się wrażenie, że wszędzie obok przepływa pozytywna energia. Co prawda mimo upływu lat, nie jestem w stanie podeprzeć się danymi statystycznymi, ale śmiem twierdzić, że takiej ilości ludzi nie wiedziałem nigdy później. Do hali Expo nie dało się wejść, a atrakcja jaką miał być wielkie bębny drastycznie nudziły. Miało się wrażenie, że podniecenie i niepokój rosły z każdą minutą. Przed halą poznałem swój przyszły dom czyli Knights of Round, dzisiejsze VooDoo. Było wesoło, w kolejce słuchałem o Blackmanie, o przekrętach Krawca gdzieś śmignęli mi ludzie w czarnych koszulkach z żółtymi Pentagramami, wtedy jeszcze nie wiedziałem kto jest kim i było mi z tym dobrze. Chwile wcześniej na peronie gdzie odbieraliśmy znajomych Koviego, po raz pierwszy zobaczyłem człowieka z Team ConneXion - ja jestem CNN, ja jestem CNN, w momencie, gdy każdy po kolei rzucał jakimś kolorowym nickiem. Śmiałem się do łez z tego człowieka. Jakiś czas później okazało się, że to gracz Urban Terror. Na tym samym dworcu widziałem Paladyna, Archa i kilku innych, który dane mi było poznać w przyszłości. Po wejściu do Hali oniemiałem, widok tych ludzi, scena, światła, komputery, muzyka. Doskonale pamiętam jaki to dla mnie był szok. Nie zdawałem sobie sprawy, że do takiej postaci urosły gry komputerowe, zapragnąłem być tego częścią. To wszystko po prostu robiło wrażenie, kibicie Starcrafta, którzy po prostu żyli, fala ludzi która napierała na finalistów skandując nicki swoich ulubieńców. Każda gra była wydarzeniem, a na finały już po prostu brakowało krzeseł. To niezapomniane wrażenie, którego byłem świadkiem po raz pierwszy i ostatni jako widz. Uważam, że do tej pory nikomu jeszcze nie udało się odtworzyć panującego wówczas klimatu. Być może jest to kwestia mojego nastawienia psychicznego, ale ta impreza po prostu była niezapomniana. Tutaj każdy mógł zapragnąć, za marzyć sobie aby stanąć na tym podium, być najlepszy. Ten turniej kojarzy mi się, z pasją i namiętnością, emocjami, drogą do bycia najlepszym. To po prostu się czuło, na tym polegał urok i efekt tego miejsca.
Wydawało się być idealnie, powróciłem do domu spełniony. Poznałem wielu ciekawych ludzi, przeżyłem wiele niezapomnianych chwil. Podniosłem z ziemi swój cel, swoje własne marzenia, zapragnąłem coś osiągnąć. Wiedziałem, że to właśnie tutaj odnajdę samego siebie. Szkoda, że to przez te wszystkie lata zamieniło się to w krytykanctwo, żółć, kłótnie, rzucanie kłód pod nogi - esportowi towarzyszą emocje, które skutecznie zniechęcają. Wehikuł Czasu to był by cud, powrócić do takich beztroskich lat, pełnym uśmiechów i radości, a nie pogoni za drożejącą złotówką. Mam wrażenie, że zmieniły się cele, przepych pokonał nadrzędne wartości. Ilu z nas wytrzyma próbę czasu, ilu z nas zachowało siebie, ilu już odeszło robiących wiele, ale zapomniano o nich zbyt szybko. Jak to jest, że jednego dnia stoi się na szczycie, a drugiego opuszczonym zupełnie z boku. Kiedyś najważniejsze było spotykanie się z ludzi i zdrowa czysta rywalizacja.
Później te imprezy widziałem już tylko z drugiej strony. Nie wiem, kto robił WCG 2004, kto je sędziował, ani jak wyglądały eliminacje jednak to co się tamtego dnia wydarzyło w Hali Expo przeszło do historii. Święto polskiego gamingu zamieniliśmy na pobyty w domach handlowych, a prawdziwe mistrzostwa dla publiczności zamieniliśmy w wizytówkę dla nieświadomych niczego ludzi, kupujących kolejne hamburegery. Kto do tego dopuścił? Dlaczego nigdy więcej Polacy nie zebrali się, aby odwiedzić jakiś turniej, tak licznie. Gdzie się podziały te emocje, uniesienia, wygrane, gdzie magia tamtych dni. Widzieliśmy od tamtego czasu różne wizje, tj. jak targi komputerowe, miejsca zamieniane w gralnie komputerowe, dlaczego kiedyś udało się zrobić turniej na 40 komputerach dzisiaj do tego samego potrzebujemy kilkaset. Dlaczego nikt zdaje się nie dostrzegać, że kluczem do sukcesu jest widownia, a nie wielkości reklam? Nie czuję się kompetentny do tego aby krytykować gigantów naszej branży, chciałbym jednak przypomnieć o tym, że widownia jeszcze istnieje i należy się nią zająć. wtorek, 04 marca 2008, pan_joeblack
TrackBack
|