O tym jak niemożliwe staje się możliwym - Sporty elektroniczne w Polsce i na Świecie

O autorze - Jakub Paluch

O autorze - Łukasz Leśniewski

O autorze - Michał Nowakowski

Ciekawe? Czytaj dalej na BlogFrog.pl

Zobacz inne blogi w BlogFrog.pl

Katalog Ciekawych Stron - Zapraszamy!
Blog > Komentarze do wpisu

Determinator

Kilka tygodni temu chałturzyłem podczas FIFA Interactive World Cup Polska jako prowadzący pokazową strefę gier wyścigowych. Ale nie mam zamiaru pisać o cieniach i blaskach popularności jako wicemistrza Polski i gracza PGS Gaming. Cały dzień spędzony w towarzystwie bardzo często najmłodszych pasjonatów grania dał mi naprawdę mocno do myślenia.


Autor: Łukasz "lecho" Leśniewski

Tego typu imprezy mają swoją specyfikę. Jest jeden, główny turniej – w tym wypadku piłka kopana FIFA08 – i strefy poboczne, w których prezentowane (i promowane) są inne ważne dla organizatora tytuły. Ważne miejsce w tej grupie zajmują moje ukochane ścigałki, w tym – Need for Speed: ProStreet, którym zajmuję się na codzień i gram, w zasadzie według ogólnego pojęcia, profesjonalnie. Dostałem do dyspozycji cztery (miało być pięć, a niech tam...) konsol PlayStation 2 i zadanie – zrobić coś, żeby przez okrągły dzień nie wiało od nich nudą.

Pomysł najprostszy – dystrybucja okolicznych fantów (koszulek, smyczek i przede wszystkim, bardzo fajnych piłek Adidasa) poprzez miniturnieje w ProStreet właśnie. Rekonesans wykazał, że tryb dla dwóch graczy – podzielony ekran – był możliwy tylko i wyłącznie na jednej konsoli, ale warto było. Wraz z pojawieniem się możliwości rywalizacji „jeden na jednego” przy konsoli zaczęli pojawiać się chętni. Co ciekawe, średnia wieku większości z nich nie przekraczała 11 lat.

Od razu zwróciłem uwagę na podstawową rzecz. Niby dziecko dzieckiem jest, a kontrast był ogromny. W grupie zdarzały się podlotki z tatusiami, czy wręcz całymi rodzinami, ale także i te wyraźnie „trudniejsze”, na widok grupki których napotkanej w ciemnej ulicy nawet ja – dorosły facet – uważnie przekalkulowałbym sytuację. I wszystkie były pochłonięte manią grania! Pospiesznie ustawiane zakłady o pokonanie co lepszych graczy w bardzo pozytywny sposób „nakręciły' rywalizację – przegrywający niemal od razu ustawiali się na końcu kolejki z zapewnieniem, że „teraz to już na pewno pokonają gracza X”.

Spośród morza małych ludzi zdecydowanie wyróżniał się jeden, którego zacząłem przezywać Determinatorem właśnie. Dlaczego? W pewnym momencie, uproszony przez kolejnych przeciwników, sam stanąłem przy konsoli jako sparingpartner. Wyniki, jakie osiągali kolejni „challengerzy” grając z – nie chwaląc się – wicemistrzem Polski, były lekko mówiąc, upiorne, ale ten jeden chłopczyk zadziwił wszystkich. Przez bite 2,5 godziny męczył mnie o kolejne pojedynki, cały czas próbował, kombinował, nie dawał sobie spokoju w wyszukiwaniu czegoś nowego w grze, która przecież z założenia jest prostą, nieskomplikowaną ścigałką. Wkrótce za jego przykładem poszły kolejne dzieciaki i tak z roli „animatora” strefy zostałem przemieniony w stałego sparingpartnera dla żądnych emocji adeptów sztuki wyścigowej!

Jednym szło lepiej, innym gorzej, znalazły się też prawdziwe „rodzynki”, nierzadko młodsze dzieci uczyły gry te starszych (!), ale na pierwszym miejscu, najgłośniejszy i najbardziej podpalony wizją rywalizacji był właśnie Determinator. Po dwóch godzinach stania przy konsoli miałem już naprawdę dość gry, bolały nogi, a stanowisko pokazowe – wyraźnie nieprzystosowane dla kogoś mojego wzrostu – sprawiało wrażenie wysublimowanej machiny tortur. Ale dzieciak nie odpuszczał: „jeszcze raz, ostatni, już wiem, jak to robisz!”. I tak w kółko. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że z wyścigu na wyścig dzieciak naprawdę coraz lepiej rozumiał zasady gry!

Doszło wręcz do tego, że na oko 10-letni Determinator po kilku wyścigach ze mną zaczął regularnie bić rekordy ustanawiane wcześniej przez dużo starszych, dorosłych i bardziej doświadczonych graczy. Przede wszystkim widziałem, że gra, rywalizacja i poznawanie tego wszystkiego – sprawia mu prawdziwą frajdę. Wreszcie, po niemal trzech godzinach nieprzerwanej gry zdarzyło mi się popełnić błąd, po którym nasz Determinator bez przebaczenia zepchnął mnie na trawę i wygrał swój wyścig! Nawet biorąc pod uwagę fakt, że traktowałem tę grę z przymrużeniem oka (tu chodzi o to, aby kogoś zainteresować, nie zniechęcić), byłem pełen podziwu. Oto znalazł się dzieciak, który miał na tyle odwagi i determinacji, by ćwiczyć, kombinować, a w końcu wywalić mnie – odprawiającego wszystkich z kwitkiem zawodowego gracza – bezpardonowo na trawę! Gdy turniej się skończył i strefę trzeba było już zamykać, poprosił mnie o pamiątkowe zdjęcie, a po wszystkim podszedł do mnie jego ojciec. Podał rękę, podziękował za udane popołudnie i wypytał o gry, w które właśnie graliśmy.

Teraz, przypominając sobie wszystkie sytuacje związane z dziećmi i grami, nagonki psychologów i tak dalej – naszła mnie pewna refleksja. Czy te gry naprawdę są takie złe? W tłumie dzieci grających przy moim stanowisku była, jak już wspomniałem – i młodzież trudna, biedniejsza, nie mająca własnych komputerów i konsol, oraz całe rodziny. I nagle ta mieszanka przez jedno popołudnie miała jeden, wspólny cel. Pobić rekord, pokonać mistrza, rywalizować między sobą nawzajem. Dzieciaki śmiały się, bawiły, komentowały, kibicowały sobie nawzajem, a tych wszystkich różnic między nimi – nie było. Może to zabrzmi nieco patetycznie, ale miałem przed sobą bandę kilkunastolatków zjednoczonych na jedno popołudnie pozytywną energią, jaka płynie z gamingu.

Nie było tak chętnie wspominanej przez psychologów agresji, złego zachowania, nieuczciwości. Niech najlepszym przykładem będzie Determinator. On, jak i wszystkie inne dzieciaki nagle przez chwilę miały jakiś CEL, zadanie, pasję, która nie pozwalała im odejść od konsol. Kto wie, może po turnieju jedno z tych dzieci na dobre zajmie się grami i spotkam je kiedyś na turnieju? Jedno jest pewne. Jeśli dzięki takim pokazom, dzięki turniejom i imprezom promującym gaming, przynajmniej jedno dziecko odkryje w sobie pasję do zdrowej, uczciwej rywalizacji, pasję do tego, że przecież to jest (zgodnie z hasłem WCG) – więcej niż gra, zjawisko, które jednoczy pokolenia i zupełnie różne grupy; jeśli dzięki takim turniejom przynajmniej kilku dzieciaków do końca dnia będzie chodzić uśmiechniętych i pójdzie spać, mając w głowie nowe marzenie – to nikt mi już nie wmówi, że gaming jest zły

czwartek, 10 kwietnia 2008, pan_joeblack
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: krog, c19-131.icpnet.pl
2008/04/10 15:23:54
hehe aż się człowiek uśmiecha jak to czyta :)
-
2008/04/10 15:27:01
dlaczego krog? Dalej nie mam maila od Ciebie? :D
-
Gość: krog, c19-131.icpnet.pl
2008/04/10 17:29:08
Nie dość, że dobry warsztat to jeszcze pozytywna historia :) Wysłałem je już trzy razy mam nadzieje, że tym razem dojdą :/
-
Gość: LoBo, 101-dz4-2.acn.waw.pl
2008/04/10 18:07:05
miły text lecho :)
-
Gość: LoBo, 101-dz4-2.acn.waw.pl
2008/04/10 18:07:46
miły text lecho :)
-
Gość: Vh, sigill.net.autocom.pl
2008/04/10 21:14:04
Kilka tygodni temu chałturzyłem podczas FIFA Interactive World Cup Polska jako prowadzący pokazową strefę gier wyścigowych. Ale nie mam zamiaru pisać o cieniach i blaskach popularności jako wicemistrza Polski i gracza PGS Gaming.
Przesiąknąleś Pudelkiem, lecho, nie da się ukryć :).

Bardzo fajny teskt, się cieszę, że brakło w nim takich pojęć jak "pokonany" czy "odpaść z rozgrywek", gramy dla zabawy, jak za dawnych lat.



PS. Inny punkt widzenia: NFS musi być strasznie prosty ;). Żadnego najazdu.
-
Gość: KiloF, chello089077211197.chello.pl
2008/04/10 23:29:40
oby takie sytuacje zdarzały się częściej... to jest to o co nie tylko w gamingu chodzi! o to by walczyć i dążyć do celu jaki się ustali....
-
2008/04/11 02:15:45
Vh -- nie rozumiem do czego pijesz w moim wypadku? :) Naprawde. A NFS prosty nie jest. Chcesz, sprobuj, zagraj. Ale wywnioskowalem, ze mnie nie lubisz wiec wytlumacz dlaczego :)
-
2008/04/11 02:16:59
Chyba, ze miales na mysli caloksztalt sceny NFS i prostote gry, nie mnie personalnie :P Ale w tej sytuacji tez prosze o wyjasnienie tego co masz na mysli mowiac o jej prostocie :) Sorki, pozno juz, a u mnie z procentami we krwi srednio :P
-
Gość: Vh, sigill.net.autocom.pl
2008/04/11 08:40:51
lecho_himself:
sam dałeś do ręki mocny argument przeciwnikom swojej platofrmy: randomowy młodzian w trzy godziny poznaje tajniki gry do tego stopnia, że jest w stanie zrobić kuku wicemistrzowi Polski. Nawet jeśli ten nie gra na serio - na dowolnej innej platformie tego nie ma. Bądź chwilę 'zwykłym' gamerem i przeczytaj tego bloga :).
Tyle, że ja nie zamierzam używać tej broni w regularnej dyskusji, bo doskonale wiem, że NFS to coś więcej niż szybkie wciskanie klawiszy (hi, GH).

Pies klikał moje zdanie o Tobie,
-
Gość: vh, sigill.net.autocom.pl
2008/04/11 08:43:48
erm, nie dokończyłem:

Pies klikał moje zdanie o Tobie jako osobie, nie znamy się prywatnie, żeby głośno i podstawnie wyrażać swoje opinie. Redaktorem jesteś dobrym, o poziomie gry świadczą wyniki.
-
Gość: Uto, wnc-wgix.silesialan.pl
2008/04/11 10:46:10
Vh dysponuje innym humorem niż lecho. Z perspektywy 3 osoby wygląda to jak szachoboks, niby wszystko gra, ale ludzie oglądający się śmieją z tego nie tylko pod nosem ;)
-
2008/04/11 14:25:35
Vh -- ja to wszystko rozumiem, ale w blogu nie poruszam kilku podstawowych tematow. Po pierwsze trasy byly zupelnie przypadkowe, a wiec jak najprostsze i nie mielismy ich 'wyjezdzonych', po drugie samochody, ustawienia gry i wszystko - rowniez byly 'casualowe', czyli automatyczne skrzynie biegow i tak dalej (celowo nie uzywalem manuala, bo daje on tak duza przewage nad graczem uzywajacym automatu ze gra jest nonsensowna :) To jest tak, ze jesli avkowi kazesz grac w Quake'a na trackballu, to casual gamer zaznajomiony z trackballem rowniez zrobi mu w tego Quake'a kuku, a pady do PS2 niestety swoja precyzja ani wykonaniem ni w zab nie przypominaja Rumblepadow Logitecha ani tym bardziej kierownic G25 :)

Pomine jeszcze jedna rzecz, ktora z mojej perspektywy bylaby whinem - jako gracz praworeczny mialem zawsze w padzie na lewej galce ustawiony pasek gaz/hamulec, na prawej skrety, a w wersji na PS2 tak sie nie da, trzeba jezdzic odwrotnie i ta inwersja sprawia duuuuzo problemow - to jest jak pisanie lewa reka dla praworecznego :) Pozdrawiam :)
-
2008/04/11 14:27:13
A ze dzieciak mial oczywisty talent do gier komputerowych, to inna sprawa :) Mysle, ze gdyby bardziej wkrecil sie w zasady gry i poznal bardziej zaawansowane niuanse to kiedys, gdzies po solidnym treningu moglby zaistniec :)
-
Gość: Lucbach, efq35.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/10/09 19:15:21
Wyraz "podlotek" stosuje się tylko i wyłącznie do osób płci żeńskiej.