O tym jak niemożliwe staje się możliwym - Sporty elektroniczne w Polsce i na Świecie

O autorze - Jakub Paluch

O autorze - Łukasz Leśniewski

O autorze - Michał Nowakowski

Ciekawe? Czytaj dalej na BlogFrog.pl

Zobacz inne blogi w BlogFrog.pl

Katalog Ciekawych Stron - Zapraszamy!
Blog > Komentarze do wpisu

Ogień olimpijski i Tybet

Olimpiada była kiedyś okresem, w którym wszelkie prowadzone wojny ustawały. Gołąbek przelatywał z liśćmi laurowymi nad głowami prężących muskuły atletów rywalizujących o względy niewiast i prestiż dla swojego miasta.

Te czasy rzecz jasna już minęły. Teraz nie tylko nikt nie respektuje tego niepisanego prawa, ale wręcz znane są historii precedensy wykorzystywania największego święta sportowego dla partykularnych interesów jednego lub drugiego państwa. Czasem nawet obu. Symbolem zespolenia wszystkich państw jest sztafeta obiegająca cały świat. Każde państwo wybiera pieczołowicie swojego przedstawiciela w tym epickim wydarzeniu. Jednak czasem MKOl działa jakby był sterowany z góry przez kogoś, omija oczywiste fakty i niedociągnięcia kandydatów na organizatorów. Jeśli tak nie jest, to jak inaczej można określić przyznanie Pekinowi Olimpiady ad. 2008? Tybet jest tak naprawdę tylko wierzchołkiem góry lodowej, który akurat teraz postanowił się ujawnić na bezkresnych wodach międzynarodowej opinii publicznej. A przecież dochodzą jeszcze problemy łamania podstawowych praw człowieka, dobrze nam (naszym rodzicom) znane z okresu PRL-u.

Jakkolwiek mocno nagłośniony wydaje się być problem Tybetu w mediach, nikt się wcale nie kwapi z jakimś szczególnym potępieniem Chin. My - Polacy - byliśmy wychowywani w duchu solidarnościowym, nagonki na eSBeków, tudzież walki "za naszą i waszą wolność", wreszcie mieliśmy do czynienia ze znacznie silniejszymi zaborcami i też walczyliśmy o świadomość i odrębność narodową. Z tej też przyczyny powinniśmy tym bardziej rozumieć Tybetańczyków.


W Tybecie nigdy nie żyło się łatwo - warunki geopolityczne nigdy nie sprzyjały neutralności w tym rejonie świata...

Tylko co dobrego można wyciągnąć z tej sytuacji? Przecież na tym etapie przygotowań nikt nie odbierze Pekinowi igrzysk. Nawet gdyby ktoś wpadł na tak szalony pomysł, to wątpię, czy znalazłoby się miasto gotowe na przyjęcie setek tysięcy sportowców i kibiców. W sumie tak na dobrą sprawę można też powiedzieć, że Tybet już i tak wywalczył naprawdę dużo: zainteresował swoją sprawą opinię międzynarodową. Nie ulegajmy jednak złudzeniu, że coś się w jego sprawie zmieni szybko. W erze globalizacji rynek chiński jest na tyle ważny dla wszystkich zamożniejszych państw, że ani Ameryka, ani Rosja, ani Unia Europejska nie poważą się na wyciągnięcie poważnych konsekwencji wobec panów rezydujących w Zakazanym Mieście.

W związku z tym czy na pewno należy absorbować myśli profesjonalnych sportowców tym zagadnieniem? Przecież dla nich liczy się tylko ich własne święto, święto ciała, przesuwania granic niemożliwego, pokazania, że to materia zwycięża nad umysłem. Pamiętajmy, że kariera zawodnika trwa około 12 lat - w pełni formy. W tym czasie ma okazję pojawić się na 3 igrzyskach. Każdy chce wygrać, czemu mają sobie zaprzątać głowę sprawami politycznymi: czy powinni się angażować w sprawy wewnętrzne Chin i dyktować władzom w jaki sposób powinny postępować z własnymi obywatelami? Przegapić być może ostatnią szansę w życiu na medal olimpijski? Stawianie tych ludzi przed podobnymi dylematami jest według mnie równie niemoralne, jak czyny chińskiej armii w Tybecie. Przecież ci ludzie żyją pod olbrzymią presją społeczną. O tym jak wielki jest głód na sukces rodaków przekonujemy się dosłownie co roku, gdy pojawiają się coraz to nowsze dyscypliny, w których Polacy zaczynają się liczyć. Zaczęło się od Małysza, później była Otylia, następnie siatkarki, siatkarze, ostatnio Kubica i szczypiorniści. Gdzieś w tle przewijają się zawsze piłkarze, którzy jednak z reguły zawodzą w najważniejszych momentach. Starsi czytelnicy pewnie jeszcze pamiętają Nastulę i paru innych ludzi, którzy odkryli przed Polakami inne dyscypliny sportowe, jak np. Kusznierewicz. Wyobraźcie sobie teraz, że przeszło trzydziestoletni Mateusz stoi przed wyborem: być jednym z tych bezdusznych sk*rwieli i walczyć o ostatni medal na Olimpiadzie, czy dołączyć do grupy solidaryzującej się z narodem mnichów w beznadziejnej walce o przegraną sprawę i tym akcentem zakończyć karierę? Akurat na to pytanie już odpowiedział - w audycji radiowej (bodajże w "Trójce") w wywiadzie powiedział, że jego interesują tylko zawody... Czy postąpił słusznie? Postawcie się w jego butach.

Gdzieś pomiędzy tym wszystkim błąkamy się my. Jeszcze nigdy nie było szansy dotarcia z eSportem do tak szerokiej publiczności, a warunki nie były równie sprzymierzające. W końcu Azja jest Mekką gier komputerowych, tylko tam możliwe jest zaangażowanie władz w tak duże przedsięwzięcie promujące grę na komputerze. I to wszystko pomimo faktu, że MKOl obrał sobie w ostatnich latach wręcz przeciwną misję - zachęcanie młodzieży do spędzania większej ilości czasu na sportach konwencjonalnych, Chiny promują gaming. Tak mocno, że pojawiła się możliwość udziału w sztafecie kilku progamerów, a jak już wspominałem, dobór osób niosących ogień olimpijski jest bardzo pieczołowity.


Pj (z lewej) jest jednym ze szczęśliwców, którzy poniosą ogień olimpijski

Na liście są głównie gracze StarCrafta z Chin oraz wszędobylski night elf Moon. Jak widać, Chińczycy stawiają na RTSy, a konkretniej na StarCrafta, czym mnie zadziwili, gdyż myślałem, że w ich kraju większe powodzenie ma WarCraft III. No ale cóż, człowiek uczy się całe życie. To świetny gest ze strony rządu Chin - wykorzystanie przy okazji symbolicznej uroczystości progamerów. W ten sposób eSport zostanie przedstawiony w całkiem innym świetle. Być może ludzie zauważą wreszcie różnicę pomiędzy wieczornym łupaniem na konsoli, a ludźmi, którzy poświęcają się dla nowej dyscypliny. 20 lat temu snowboardziści mieli podobne problemy, jak my dzisiaj - popularny sport, ale czegoś brakowało. Po zimowej olimpiadzie w Salt Lake City już nie narzekają - dostali rozgłos na jakim im zależało i pokazali w ten sposób, że robią coś więcej, aniżeli tylko jeżdżenie po krzaczkach ze szkółki leśnej i niszczenie przyrody.

Dokładnie tego samego chcemy my - esportowcy. Cała olimpiada jest dla nas szansą, wprawdzie GGL udało się nakłonić MKOl, ażeby było możliwe rozgrywanie ichniego turnieju pod logiem Beijing 2008 Olympic Games, ale gaming nie stał się częścią składową Olimpiady. Na szczęście włodarze OSIHF wpadli na genialny pomysł, ażeby nakłonić gwiazdy muzyki, filmu i sportu do udziału w pokazowych grach z różnymi gamerami, co z pewnością pomoże zwrócić jeszcze większą uwagę na same rozgrywki The Digital Games. Reszta jest już w rękach (myszkach i klawiaturach) najlepszych zawodników świata. Jeśli będą w stanie zaabsorbować tłum chociaż na parę godzin, gaming dostanie porządnego kopa, który być może przyśpieszy formalizowanie struktur organizacyjnych (stowarzyszenia, związki, federacje międzynarodowe). Szczerze mówiąc właśnie na to liczę ja i pewnie setki innych dziennikarzy esportowych.

Wszystko ładnie idzie, ale... No właśnie - jest jedno "ale": czy sytuacja w Tybecie będzie miała negatywny wpływ na samą Olimpiadę? Jeśli tak, być może wcale nie zyskamy tak wiele na skojarzeniu gier komputerowych z chińską imprezą. Sytuacja może się okazać wręcz przeciwna - wszystko się może obrócić na naszą niekorzyść. Nie chcę przyjmować roli złego proroka, bo takich nikt nie lubi, ale ktoś musi to zauważyć, a ja czasem lubię po wszystkim móc powiedzieć: "a nie mówiłem?".


Ładne to, nie? Żeby tylko się nie kojarzyło z rzezią i łamaniem praw człowieka...

Lokalizacja Olimpiady w Pekinie jest ogólnie rzecz biorąc kontrowersyjna, ale mogę sobie wyobrazić tylko jedno lepsze miejsce do przedstawienia progamingu szerszej publiczności: Korea. Tylko ile lat byśmy musieli czekać na tak idealną szansę? Chyba rzeczywiście lepiej jest zaryzykować, ponieważ Tybet nie jest teraz chyba w stanie zaprzątnąć uwagi światowych magnatów w takim stopniu, aby gry olimpijskie zostały zbojkotowane. Tylko to smutne, że ta sytuacja daje nadzieję nam i równocześnie odbiera ją ludziom w Tybecie...

Tekst pierwotnie ukazał się na łamach serwisu PGS Gaming.

czwartek, 24 kwietnia 2008, panpavo
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Uto, wnc-wgix.silesialan.pl
2008/04/25 17:40:48
W Zakazanym mieście to rezydują co najwyżej pracownicy ochrony i strażnicy muzeum. Do źródeł!
-
2008/04/26 13:04:34
nie zawsze tak bylo, urzednicy zajeli zakazane miasto i doprowadzili je niemal do ruiny. dopiero jakis czas temu wladze chin zauwazyly ten problem i troszke sie zmienilo w tej kwestii.
-
2008/04/26 14:40:02
"Ostatni cesarz" taki film nawet wspaniały Bernardo Bertolucciego, był na ten temat
-
Gość: Uto, serwer.garr.pl
2008/05/13 11:50:06
Tak w temacie, nie wiem czy widzieliście wczoraj Tomasza Lisa na żywo, bo był wywiad z Dalajlamą i pokazane zupełnie inne podejście do tematu. Ciekawe, aczkolwiek momentami denerwująco (przynajmniej mnie;d)

No i dawać nowy temat, bo dawno nic nie pisaliście panowie ;)